KONKURSU NA KOMIKSOWĄ OPRAWĘ PLASTYCZNĄ PRZEDSTAWIENIA ‘MILION MAŁYCH KAWAŁKÓW’

 

 

REGULAMIN KONKURSU

NA KOMIKSOWĄ OPRAWĘ PLASTYCZNĄ PRZEDSTAWIENIA

‘MILION MAŁYCH KAWAŁKÓW’

 

§1 Informacje ogólne

1.             Organizatorem konkursu jest Fundacja Kamila Maćkowiaka zwana dalej Organizatorem.

2.             Celem konkursu jest wyłonienie przyszłego współtwórcy oprawy plastycznej stanowiącej element scenografii do spektaklu na podstawie prozy James’a Frey’a ‘Milion małych kawałków’.

3.             Wysłanie pracy na konkurs jest jednoznaczne z zaakceptowaniem niniejszego regulaminu oraz wyrażeniem zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych do celów związanych z konkursem (na podstawie Ustawy o Ochronie Danych Osobowych – Dz, U. z 2002r., nr 101m poz. 926, z poen. zm).

4.             Uczestnik Konkursu przenosi nieodpłatnie wszelkie majątkowe prawa autorskie
do wymyślonej oprawy graficznej przedstawienia ‘Milion małych kawałków’,
w szczególności prawa na polach eksploatacji wymienionych w art. 50 Ustawy
o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych (tekst jedn. Dz. U. z 2000 r., Nr 80,
poz. 904, z późn. zm.), na Organizatora Konkursu wskazanego powyżej.

 

§2 Organizacja konkursu

1.      Praca konkursowa ma stanowić komiksową ilustrację sceny opisanej w załączniku nr 1 do regulaminu i zawierać od 8 do 12 rysunków – klatek.

2.      Technika wykonania prac konkursowych pracy jest dowolna.

3.      Prace powinny być przesyłane w formie papierowej na adres organizatora:
FUNDACJA KAMILA MAĆKOWIAKA, ul. Sienkiewicza 55 lok. 31, 90-009 Łódź
lub elektronicznej, w przypadku wersji elektronicznej przesłane pliki (w formacie PDF) nie mogą być większe niż 10 MB.  W przypadku chęci nadesłania większych plików lub w innych formatach należy uprzednio skontaktować się z organizatorem konkursu pod numerem telefonu: 794 460 500 lub mailowo: sekretariat@fundacjamackowiaka.org

4.      Termin nadsyłania prac: do 31 lipca 2014 r.

5.      Każda z prac konkursowych powinna zawierać podstawowe informacje o autorze: imię, nazwisko, numer telefonu i adres e-mailowy.

  1. Przystąpienie uczestników do konkursu oznacza wy rażenie przez nich zgody
    na wykorzystanie ich nazwisk w akcjach informacyjnych, reklamowych
    i promocyjnych związanych z niniejszym konkursem.

7.      Organizator nie zwraca nadesłanych prac.

  1. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na stronie www.fundacjamackowiaka.org
    do dnia 15 sierpnia 2014 r. a laureat zostanie dodatkowo powiadomiony telefonicznie lub elektronicznie

9.       Z laureatem konkursu zostanie podpisana umowa na stworzenie jednego
z elementów scenografii do spektaklu realizowanego przez Fundację Kamila Maćkowiaka pt. „Milion małych kawałków”, z honorarium w wysokości
5000 PLN brutto.

 

§3 Postanowienia końcowe

  1. Regulamin dostępny jest na stronie www.fundacjamackowiaka.org
  2. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do zmiany niniejszego Regulaminu.
  3. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do odwołania konkursu.
  4. W sprawach nieuregulowanych w niniejszym Regulaminie rozstrzyga Organizator.

 

 

Fragment prozy James’a Fray’a pod tytułem „Milion małych kawałków” w tłumaczeniu Patryka Gołębiowskiego

 

Idę w stronę drzwi, gdzie stoi i czeka na mnie Pielęgniarka. Kiedy koło niej przechodzę, uważa, żeby mnie nie dotknąć, i wytrąca mnie ze szczęśliwej mgiełki słoniowych wspomnień i przypomina mi, czym jestem. Jestem Alkoholikiem i jestem Narkomanem i jestem Przestępcą. Nie mam czterech przednich zębów. Mam dziurę w policzku, która została zaszyta czterdziestoma jeden szwami. Mam złamany nos i podbite zapuchnięte oczy. Ktoś mnie eskortuje, bo jestem Pacjentem Ośrodka dla Alkoholików i Narkomanów. Prowadzi mnie do małego Gabinetu. Gabinet jest taki jak wiele innych Gabinetów, w których ostatnio bywałem, tyle że wydaje się bielszy i czystszy.

Wzdłuż ścian stoją szafki ze stali nierdzewnej, na szafkach leżą tace z ostrymi lśniącymi narzędziami, z sufitu zwisa duża lampa halogenowa. Na środku podłogi stoi duży fotel operacyjny. Jest metalowy i ma zielone obicie i długie groźne poręcze i różne rodzaje zapięć i przycisków i dźwigni i przekładni.

Wygląda jak średniowieczne narzędzie tortur. Wiem, że to dla mnie. Resztka librium już ze mnie wyparowała,

a jedzenie w żołądku jest tak strawione, że już się nie trzyma i wszystko przyspiesza. Serce, tętno, myśli w

mojej głowie. Ręce mi się trzęsą, ale to nie jest silne drżenie głodu narkotycznego. To szybki i nietrwały rodzaj drżenia, rodzaj drżenia, którego źródłem jest strach. Strach przed tym Gabinetem, strach przed fotelem, strach przed zawartością szafek, strach przed zastosowaniem narzędzi, strach przed tym, co mi się tu stanie, strach przed bólem tak potężnym, że muszę ściskać piłki tenisowe, żeby go wytrzymać.

Drzwi otwierają się i Dentysta-Drwal Doktor Stevens wchodzi, a za nim wchodzi kolejny Dentysta i dwie Pielęgniarki.

Cześć, James.

Cześć.

Przepraszam, że czekałeś. Analizowaliśmy poszczególne etapy operacji, którą dzisiaj przeprowadzimy.

Najpierw chcemy założyć korony na dwie dwójki.

Następnie musimy przeprowadzić leczenie kanałowe w obydwu jedynkach. To będzie niezwykle bolesne. Ponieważ jesteś obecnie Pacjentem Ośrodka Odwykowego, nie możemy zastosować znieczulenia, miejscowego ani ogólnego, a kiedy skończymy, nie możemy dać ci środków przeciwbólowych. Podnoszę piłki, lekko je ściskam.

Wiem.

Myślisz, że wytrzymasz?

Przeżyłem już gorsze rzeczy.

Patrzę na niego.

Do roboty, Doktorku. Dawaj.

Sięga pod fotel i pociąga dźwignię i opuszcza mnie powoli i łagodnie. Lampa halogenowa jest dokładnie nade mną i jej jasność mnie oślepia i zamykam oczy.

Kobiecy głos. Kliniczny ton.

Proszę otworzyć usta.

Otwieram usta.

Nie ruszam się, kiedy czyjaś dłoń odciąga mi dolną wargę i wypycha wacikiem przestrzeń między

wargą a dziąsłem. Czuję, jak szwy się napinają, i zaczynam krwawić. To samo odbywa się z górną

wargą i policzkami i czuję, że usta są pełne miękkiego włóknistego brudu i prawie od razu

wszystko jest suche. Strumień wody nawilża, ale za mało.

Zaczynamy, James.

Strumień obmywa i wiertarka się włącza, a kiedy zbliża się do moich ust, jest coraz głośniejszy i

dźwięk jest wysoki i przenikliwy, a mnie bolą uszy i zaczynam ściskać piłki i próbuję przygotować się na

wiertło i wiertło wbija się w kawałek lewej dwójki. Wiertło lekko się odbija i biały elektryczny ból

przeszywa mi usta i wiertło wraca i przywiera, a ból rozpływa mi się po ciele od góry w dół i każdy

mięsień mojego ciała napina się i ściskam piłki i oczy zaczynają mi łzawić i stają mi włoski na karku i ząb

mnie kurewsko boli, jakby przebijało go ostrze bagnetu. Ostrze pierdolonego bagnetu.

Bagnet ma dwadzieścia stóp i jest rozgrzany do czerwoności i ostry jak brzytwa. Ból jest silniejszy niż cokolwiek,

co kiedykolwiek czułem, i jest silniejszy niż cokolwiek, co mogłem sobie wyobrazić.

Słyszę szelest stóp i brzęk przekładanych narzędzi i szmer otwieranych i zamykanych szuflad i otwieram oczy. Doktor Stevens rozmawia z drugim Dentystą, a Pielęgniarki odkładają użyte narzędzia do małego zlewu do sterylizacji.  Doktor Stevens przysuwa stołek.

Nie chciałem ci tego mówić, dopóki nie będziemy gotowi, ale chciałbym cię przypiąć na czas leczenia kanałowego.

Po co?

Podczas leczenia kanałowego pacjenci są znieczulani nie tylko po to, by oszczędzić im bólu,

lecz również po to, żeby się nie ruszali. Żebyśmy mogli pracować, musisz być nieruchomy, a nie jestem pewien, czy zdołasz leżeć nieruchomo, jeżeli nie będziesz przypięty.

Dobra.

Jesteś pewien, że nie masz nic przeciwko?

Tak, wszystko gra.

Dentysta wraca, niosąc dwa długie grube niebieskie nylonowe paski z dużymi klamrami. To paski używane do przypinania dużych przedmiotów do dachów samochodów, do mocowania łódek do przyczep, do zabezpieczania drzwi klatek ze zwierzętami. Te były już używane i są oprócz mnie i piłek tenisowych jedyną rzeczą w Gabinecie, która nie lśni czystością. Zapina klamry i wstaje i idzie do umywalki umyć ręce.

Postaramy się zrobić to możliwie szybko.

Tylko poproszę porządnie, żebym nie musiał tu więcej wracać.

Na pewno.

W każdej dłoni ściskam piłkę tenisową i mam świadomość, że zaraz będę przechodził podwójne leczenie kanałowe bez znieczulenia. Dudnienie bijącego coraz szybciej serca. Oczekiwanie. Strach. Nie ma ulgi.

Wiertło wraca i przewierca się przez kawałek lewej jedynki. Przebija się przez cieńszą, bardziej kruchą część kości, więc idzie szybko. Rozpryskuje drobiny, wierci otwór, przebija się. W momencie przebicia zostaję porażony prądem, który nie jest bólem, daleko mu do bólu, jest czymś nieskończenie

potężniejszym. Wszystko zalewa biel i nie mogę oddychać. Zaciskam powieki i zagryzam pozostałe zęby i myślę

że szczęka może mi pęknąć i zaciskam dłonie i przebijam się palcami przez twardą gumową powierzchnię piłek tenisowych i paznokcie mi pękają i paznokcie mi się łamią i paznokcie zaczynają krwawić i podwijam palce stóp i kurewsko bolą i napinam mięśnie ud i kurewsko bolą i tors mi się napina i mięśnie brzucha wydają się zapadać i żebra wydają się uginać pod swoim ciężarem.  Mam w ustach wiertło. Mózg jest biały i zdaje się kurwa

roztapiać. Nie mogę oddychać. Męczarnia. Wiertło wycofuje się i ssak zaczyna zasysać obumierającą tkankę wokół korzenia z kanału, który go utrzymuje. Zaczynam odpływać w stan białej świadomości, gdzie nie jestem już bezpośrednio połączony z tym, co się ze mną dzieje. Ciało nie jest już moim ciałem. Nastaje biel.

Piskliwe zawodzenie wiertła sprowadza mnie z powrotem. Gdyby istniał Bóg, splunąłbym mu w twarz za oddanie mnie na coś takiego. Gdyby istniał Diabeł, sprzedałbym mu duszę, żeby to przerwać.

Proszę skończ. Proszę skończ. Proszę skończ.

 

Czuję wodę obmywającą chyba zęby i resztka drobin spływa mi do gardła. Waciki zostają wyjęte z policzków i dziąseł i słyszę przytłumione głosy i w umywalce leci woda i drzwi szafek otwierają się i zamykają. Otwieram oczy.  Halogen jest ciągle włączony. Słyszę odpinanie klamer na paskach i paski zostają ściągnięte.

Próbuję podnieść głowę i nie mogę. Próbuję złapać ostrość i oczy nie dają rady.

Jest mi zimno i robi mi się zimniej. Zaczynam się mocniej trząść. Ciągle ściskam piłki tenisowe.

Ktoś mnie podnosi i owija kocem.  Mięśnie ud drżą i nogi są niepewne. Robię mały powolny krok i zatrzymuję

się. Zdejmuję koc i kładę go na fotelu i robię kolejny mały powolny krok i zatrzymuję się.

 

Docieram do drzwi i zatrzymuję się. Po prawej stronie jest lustro. Spoglądam w nie i przez chwilę widzę siebie. Jestem blady jak kreda. Mam upiornie napuchniętą twarz. Na ustach zostały płaty

zaschniętej krwi. Z dolnej wargi sterczą mi szwy i mam podbite oczy. Na czubku nosa tkwi opatrunek.

Mój biały T-shirt jest upaćkany brązowymi i czerwonymi plamami wymiocin. Wyglądam jak jebane monstrum.

Doktor Stevens uśmiecha się. Odwzajemniam uśmiech. To mój pierwszy uśmiech z nowymi zębami. Rozśmiesza mnie to i uśmiecham się szerzej i pokazuję na usta. Doktor Stevens śmieje się i podchodzi do mnie i obejmuje

mnie i ściska. Jesteśmy dwoma mężczyznami, którzy przeszli razem drogę przez mękę.

 

*Fragment prozy James’a Fray’a pod tytułem „Milion małych kawałków” w tłumaczeniu Patryka Gołębiowskiego



Nagrody

1.      Z laureatem konkursu zostanie podpisana umowa na stworzenie jednego
z elementów scenografii do spektaklu realizowanego przez Fundację Kamila Maćkowiaka pt. „Milion małych kawałków”, z honorarium w wysokości
  5000 PLN brutto.